Poprzedni temat «» Następny temat
Fullerton Avenue
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 1 Czerwiec 2016, 20:47   Fullerton Avenue

[align=center:00457dc464][/align:00457dc464]
 


profil
 
Cookie Russell
[Usunięty]

Wysłany: 19 Sierpień 2016, 19:55   

// #4 Przed grą z Clarą.
Dokładnie taka stykówka

Cookie miała dziś spotkać się z przyjaciółką w mieszkaniu, które wynajęła zaledwie trzy tygodnie temu, nadal gubiła się w okolicy a dojście do pobliskiego supermarketu zawsze kończyło się jednym: prawie płaczem na końcu nosa, że nie trafi do domu.
Dziś wyskoczyła kawałek dalej do sklepu z winami, musiała uraczyć przyjaciółkę czymś smacznym bo taka okazja jak opijanie dostania pracy długo się już nie trafi. Teraz pewnie nawet nie będzie miała czasu na zwykłe wyskoczenie na kawę, no chyba, że w trakcie lunchu na pół godziny, a jak wiadomo życie ludzi dorosłych ciężkie jest i niełatwo wszystko pogodzić by każdy był zadowolony.
Wyszła ze sklepu z siatką wypełnioną samymi dobrociami, tudzież winem, serami i jakimiś innymi przekąskami pasującymi do tego dobrodziejstwa, po którym trochę huczy w głowie. Była pewna, że zapamiętała drogę, przecież powtarzała sobie wychodząc z domu jak ma iść - cóż, do sklepu jakoś dotarła ale powrót z niego okazał się zbyt trudny. Na złość jeszcze zapomniała telefonu z mieszkania, bo tak to dzwoniła do kogoś, podawała swoją lokalizację i znajomy ją prowadził. Niestety gpsu w telefonie nie miała a wstyd jest chodzić z nawigacją po mieście, w którym się mieszka. Wyglądała na bardzo zagubioną, przechodziła właśnie obok jakiejś budowy, robotnicy na rusztowaniach zaczęli na nią gwizdać bo nie oszukujmy się - rzuca się w oczy ze swoim stylem. To jej trochę poprawiło nastrój bo lubi być atrakcyjna dla płci przeciwnej, nawet jeśli są to tylko zwykli pracownicy fizyczni to i tak jest to miłe. Minęła zakręt i dopiero tam się zatrzymała, rozejrzała w koło. Nie, nie poznawała gdzie jest więc postanowiła zwrócić się do kogoś o pomoc.
- Przepraszam wiesz może jak dojdę na Lincoln Avenue?- zwróciła się do mijającego ją chłopaka. Posłała mu przyjazny ale za razem niepewny uśmiech.
 
 
Ethan Craven
[Usunięty]

Wysłany: 19 Sierpień 2016, 20:28   

/przed grą z Brysem

Aidan włóczył się bez celu przed pracą,nie wiedząc właściwie, co ze sobą zrobić. Chętnie posiedziałby z Royem, ale ten był teraz u siebie w pracy - właściwie mijali się i prawie nie widywali, co było dość dobijające. Ethan wyszedł z pudła po ośmiu latach, po sześciu latach absolutnej rozłąki z Royem, a teraz, będąc tak blisko niego, był jednocześnie tak daleko.
Było ciepło, więc miał na sobie jedynie luźną paskowaną koszulkę na ramiączka i wytarte dżinsy, a na nogach trampki, które kupił niedawno w jakimś supermarkecie i zastanawiał się, kiedy się rozlecą. Właściwie nie całkiem wiedział, gdzie jest, ale postanowił połazić trochę po okolicy i sprawdzić, ile pamięta z Chicago.
Z zamyślenia wyrwał go kobiecy głos. Ethan zatrzymał się i spojrzał na nieznajomą pytająco, uśmiechając się połową ust.
- Lincoln Avenue? Eee... - potarł brew, rozglądając się - Zaraz... To chyba gdzieś tam - wskazał palcem - Tak, to tam, trzeba pójść tą uliczką do końca, minąć dwie przecznice i na trzeciej skręcić w lewo. I tam zaraz będzie Lincoln.
Na pewno? Plan miasta w jego głowie mógł być mocno zdezelowany i niekompletny, ale... Tak, raczej na pewno. Kiwnął głową na potwierdzenie swoich słów i znów spojrzał na dziewczynę.
 
 
Cookie Russell
[Usunięty]

Wysłany: 19 Sierpień 2016, 20:55   

Ile to razy Cookie błądząc po ulicach miasta zatrzymywała się by popatrzeć na ludzi... Niby w dzisiejszych czasach nie mamy ani minuty na to by przystanąć, a jednak ona to robiła, rzadko bo rzadko ale jednak. Zastanawiała się wtedy nad ludzkimi losami, czasami zdarzało jej się wymyślać jakieś historie tych bardziej wyjątkowych, tych którzy w jakiś sposób utkwili jej w pamięci. Mógł być to zwykły chłopak jadący na rowerze, dziewczyna z psem albo staruszek grający w szachy. Każdy ma za sobą jakąś mniej lub bardziej porywającą historię, ta Ciastkowa należała raczej do tych bardziej nudnych, czego nie można powiedzieć o Ethanie.
Słowa chłopaka zabrzmiały dla niej jak czarna magia więc zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech starając się zapamiętać to co powiedział. Oczywiście już zdążyła poprzekręcać wszystko w tym łebku na swoją modłę.
- Super, dzięki za pomoc- posłała mu kolejny uśmiech i ruszyła uliczką we wskazanym kierunku ale po dwóch krokach się zatrzymała.
- Trzy przecznice, druga w lewo czy dwie przecznice trzecia w lewo?- powiedziała odwracając się na pięcie, miała nadzieję, że chłopak nie zdążył jeszcze zniknąć za zakrętem. Jak ona przeżyła te dwadzieścia sześć lat bez wielkich uszczerbków na zdrowiu to nie wiem, na umyśle trochę ich było, ale kto jest dziś normalny i co to słowo w zasadzie oznacza?
 
 
Ethan Craven
[Usunięty]

Wysłany: 19 Sierpień 2016, 22:01   

Kiwnął głową z uśmiechem w odpowiedzi na podziękowanie. Odprowadził jeszcze dziewczynę wzrokiem, właściwie nie wiedząc, dlaczego. Przecież skoro jej wyjaśnił drogę, to powinna sobie poradzić, ale coś go tknęło i został w miejscu. I najwyraźniej miał rację, skoro nieznajoma zaraz przystanęła i... wszystko pokręciła.
- Nie, nie. Dwie przecznice trzeba minąć, w trzecią skręcić.
Zastanowił się chwilę. Właściwie nie miał nic do roboty, a dziewczyna wyglądała na zagubioną i... no, szczerze mówiąc, teraz, to już Ethan miał poważne wątpliwości, czy nie zgubi się zaraz jeszcze bardziej.
-Mogę panią odprowadzić, jeśli nie boi się pani, że wciągnę ją zaraz w jakiś ciemny zaułek i zamorduję - uśmiechnął się ciepło - Ale proszę się nie martwić, w biały dzień nie morduję. Ta pora doby przeznaczona jest na zażywanie słońca i dużych ilości hot dogów oraz kawy.
W więzieniu miał trochę czasu dla siebie, więc czytał. Dużo czytał - kiedy akurat współwięźniowie i strażnicy dawali mu spokój na chwilę. Stąd znał takie słownictwo i sam nie wiedział, dlaczego akurat teraz go używał.
 
 
Cookie Russell
[Usunięty]

Wysłany: 19 Sierpień 2016, 22:20   

Cookie czasami miała wrażenie, że jest największym nieogarem chodzącym po tej planecie jeśli chodzi o poruszanie się po mieście, w którym spędziła już jakieś dziesięć lat. Chociaż nawet mieszkając w Minneapolis było dokładnie to samo. Doszło nawet do tego, że rodzice zainwestowali w lokalizator by móc swoje dziecko odszukać kiedy ta zbyt długo nie będzie wracała ze szkoły. Do placówki może mieli z dziesięć minut na piechotę a ona i tak uparcie zawsze chodziła swoimi ścieżkami. Może to krzyżówka z kotem? Tyle, że koty zawsze trafią do miejsca, w którym mają michę.
Russell pokręciła głową z politowaniem, tak było jej siebie strasznie żal, że nawet tak proste instrukcje jest w stanie przekręcić.
- Ja to się chyba nigdy nie nauczę jak trafić z punktu a do punktu b- roześmiała się wesoło. Propozycja Ethana trochę ją zaskoczyła, tym bardziej, że w tych czasach ludzie raczej widzą tylko koniec własnego nosa. Widać są jeszcze na świecie wyjątki.
- A w nocy powinnam się bać? - zagadnęła ot tak. Przestąpiła te dwa kroki w stronę chłopaka i bez zbędnych ceregieli wsunęła swoją rękę pod jego ramię by mogli wspólnie ruszyć w drogę. Chciała mu tym gestem dać do zrozumienia, że sięgo ani trochę nie boi. Cookie to naiwna i dobra osóbka ale ma nosa do ludzi, w tym momencie czuła, że może chłopakowi zaufać. W sumie jej instynkt jeszcze nigdy jej nie zawiódł.
- Czy ta kawa i hot-dogi to jakaś aluzja, żeby wspólnie na nie wyskoczyć? Tak przy okazji, jestem Cookie, no i dziękuję jeszcze raz za pomoc, to strasznie miłe.
 
 
Ethan Craven
[Usunięty]

Wysłany: 20 Sierpień 2016, 11:50   

Również uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Tak właściwie, to ja też nie znam dokładnie tego miasta. Ostatnio byłem tu osiem lat temu, niedawno wróciłem i nie jestem pewien, czy wszystko dobrze pamiętam, ale myślę, że tak. Ostatecznie - urodziłem się tu i wychowywałem, więc... - wzruszył ramionami - Jestem w każdym razie pewien, że idziemy dobrą drogą.
Słysząc pytanie o noc, Ethan zrobił żartobliwie groźną minę i spojrzał na dziewczynę spode łba, uginając trochę kark.
- Tak - powiedział mrocznym, zachrypniętym głosem - W nocy jestem wampirem, który wciąga młode dziewczęta w zaułki i wysysa ich krrrew.
Wydał ustami odgłos ssania i po chwili parsknął śmiechem, prostując się.
Widział, że nowa towarzyszka mu ufa i zapewne gdzieś tam w jej głowie pojawiła się myśl "nie, nie wyglądasz na mordercę". Nawet nie wiedziała, jak bardzo się myliła... Ale rzeczywiście, nie zamierzał zrobić jej krzywdy. Zabił tylko jeną osobę, nie planował tego, tylko był pijany i wściekły, a kiedy zobaczył umierającego z jego ręki chłopaka, był w szoku. Do tej pory czasem Brendan nawiedzał go w snach.
- Jeżeli masz ochotę, to jak najbardziej zapraszam - kiwnął głową - Tylko ostrzegam, że jestem strasznym bucem, to znaczy: nie mam pieniędzy, żeby ci postawić, mogę zapłacić za siebie, a ty za siebie. Ale miło mi będzie zjeść i napić się w miłym towarzystwie. Ethan.
Podał dziewczynie rękę z lekkim ukłonem.
 
 
Cookie Russell
[Usunięty]

Wysłany: 20 Sierpień 2016, 18:27   

- No to idealnie się dobraliśmy. W razie gdybyśmy się totalnie zgubili to masz telefon żebyśmy mogli zadzwonić po taksówkę?- zapytała ot tak. W sumie każdy normalny człowiek nie rozstaje się ze swoim telefonem a ona go dziś wyjątkowo zapomniała.
Przez chwilę nie wiedziała czy się śmiać czy palnąć w czoło ale wybrała opcję pierwszą. Parsknęła i śmiała się niemal do rozpuku. Gdyby nie trzymała Ethana pod ramię to pewnie by się przewróciła na chodnik i zwijała na nim, łapiąc się za brzuch. Niby zwykły mały żarcik ale ją rozśmieszył do tego stopnia, że nie była w stanie powiedzieć słowa. Dopiero po około minucie histerycznego wręcz śmiechu jakoś się opanowała i otarła policzki od łez.
- Nigdy więcej... tego... nie rób...-wydyszała, łapiąc spastycznie kilka oddechów. Niektórzy ludzie nawet nie zdawali sobie sprawy ile mają w życiu szczęścia a Cookie była jednym z tych człowieczków. Znaczy doceniała to co miała, najbardziej chyba rodzinę ale jakoś nigdy nie przyszedł taki moment w jej życiu by musiała myśleć, że inni mają gorzej. A mieli, i to o wiele.
- Za to ja spokojnie mogę postawić tobie, ot tak w podzięce za pokazanie mi drogi do domu- uśmiechnęła się przyjaźnie. Uścisnęła też dłoń chłopaka, pewnie i dość mocno. Miała dziś tak dobry humor, że nawet ta mała wtopa ze zgubieniem się jakoś na niego nie wpłynęła.
- Dostałam pracę więc mogę to jakoś uczcić nie?
 
 
Ethan Craven
[Usunięty]

Wysłany: 21 Sierpień 2016, 02:17   

Pokręcił głową.
- Nie mam telefonu - odparł, a za chwilę przyszło mu do głowy, że właściwie to mogło głupio zabrzmieć, więc dodał - Jakoś... nie potrzebuję.
Nie miał pieniędzy na telefon na razie, więc zapytał Roya, czy mógłby wpisać jego numer w CV, kiedy szukał pracy. i tak nikt nie dzwonił.
- Ale słyszałem, że taksówkarze strasznie zdzierają, a poza tym mówię: poradzimy sobie. Pamiętam jeszcze, jak dojść na Lincoln.
Popatrzył na dziewczynę zaskoczony, kiedy zaczęła się tak strasznie śmiać. Owszem, żartował, ale nie sądził, że był aż tak dobrym komikiem, żeby się zaśmiewać i wypluwać płuca. Uniósł brew do góry z niepewnym uśmiechem, ale ponieważ śmiech był zaraźliwy, chwilę później i jemu się udzieliło. Parsknął, a po chwili zaśmiał się. Nie tak jak ona, ale jednak.
- Nie wiem, co cię tak rozśmieszyło, ale zapamiętam, żeby robić to częściej - zmarszczył brwi i zrobił teatralną minę usilnego zastanowienia - Czy nie robić? Coś pokręciłem? Nie, ale tu chyba było, że mam tak robić więcej, prawda? Tak.
Zrobiło mu się jednak głupio, kiedy nieznajoma zaproponowała, że mu postawi jedzenie. Pokręcił głową, opuszczając ją trochę.
- Nie, dzięki, zapłacę za siebie - wymamrotał. Co by z niego był za mężczyzna, gdyby kazał dziewczynie za siebie płacić? - Gratuluję posady. A co to za praca? I w ogóle - jestem Ethan.
Wyciągnął dłoń w jej stronę.
 
 
Cookie Russell
[Usunięty]

Wysłany: 21 Sierpień 2016, 03:04   

Zamrugała zaskoczona, jak to nie miał telefonu? Przecież to znak dzisiejszych czasów. Każdy ma telefon i łapie pokemony, ona się bez tego urządzenia czuła niemal naga. Mimo, że nie miała go przy sobie ciągle czuła wibracje z torebki, potworne to.
- Jesteśmy zgubieni.... - zniżyła głos do szeptu starając się wprowadzić mroczną atmosferę - Wszyscy.... zginiemy....- zrobiła wielkie oczy i spojrzała na twarz Ethana z nieukrywanym przerażeniem- Zginiemy.
Powtórzyła by dodać dramaturgii ale marna z niej aktorka więc pokręciła głową z politowaniem i parsknęła cicho. Boże, miała stanowczo za dobry humor, pewnie niedługo jej minie jak dostanie w kość w pracy.
- Czy ja wiem...Jakoś nigdy się nad tym nie zastanawiałam, taksówka jak taksówka- wzruszyła ramionami. Cóż, skoro Ethan był pewny, że dojdą gdzie trzeba to musiała mu zaufać, oby tego nie żałowała później bo jak znowu trafi do dzielnicy murzynów obwieszonych łańcuchami to chyba zabierze jednemu pistolet i sama się zastrzeli.
- Nie, nie... nie rozśmieszaj mnie tak publicznie mam okropny śmiech. Aż wstyd normalnie- wywróciła oczami. Cóż, była jaka była i się akceptowała, inni nie musieli przecież jej znosić a tym bardziej jej dziwnego śmiechu.
- A przestań, nawet o tym nie myśl. I nie powiedziałam tego, bo mi powiedziałeś, że nie masz kasy. I tak przy budce z żarciem bym zapłaciła czy byś tego chciał czy nie. Marne odwdzięczenie się za pomoc ale zawsze coś. I nie mów, że nie trzeba bo trzeba, nie chcę słyszeć nawet słowa na ten temat bo się obrażę. Poważnie.
Starała się mówić stanowczo i rzeczowo, jednak jakoś jej to nie wychodziło, dopiero za drzwiami korporacji zmieniała się w chłodną biurokratkę, tutaj nie potrafiła w pełni osiągnąć tego efektu.
- Będę sekretarką, to nie szczyt ambicji ale zawsze coś na początek. Dzięki.
Trochę zdębiała kiedy Ethan drugi raz jej się przedstawił i ponownie wyciągną ku niej dłoń, zamrugała kilka razy i pomyślała, że Craven ma pamięć złotej rybki, która trwa zaledwie kilka sekund.
- Eee... Cookie- odparła spokojnie i uścisnęła tą jego łapkę. Poważnie, trochę zgłupiała i nie dało się tego ukryć.
 
 
Ethan Craven
[Usunięty]

Wysłany: 21 Sierpień 2016, 14:04   

Teraz on parsknął śmiechem i pokręcił głową.
- Świat stanie i w ogóle.
Na stwierdzenie o taksówce tylko wzruszył ramionami, właściwie nie wiedząc, co mógłby więcej powiedzieć. Nie jeździł nigdy taksówkami, bo jako szczeniak nie miał takiej potrzeby, teraz też nie, więc może i Cookie miała rację.
- Tak czy inaczej - wiem, co robię - puścił jej oko z uśmiechem - I nie masz okropnego śmiechu, sam słyszałem. Jest normalny: śmiech jak śmiech.
podrapał się z zakłopotaniem w tył głowy, nieprzekonany do tego, żeby dziewczyna za niego płaciła. Poczułby się chyba trochę jak jakiś darmozjad, niższa kategoria człowieka, ale być może to przez wychowanie: w porządku było, jeśli facet stawiał coś kobiecie, nawet powinien; ale kobieta nie powinna stawiać facetowi. To chyba jakieś tradycje, wyniesione jeszcze z czasów, kiedy kobiety nie pracowały i były na utrzymaniu swoich mężów, zależne od nich. Teraz już od wielu lat kobiety miały prawo robić kariery, ale tradycja się utrzymała.
- Sekretarka to chyba może być całkiem odpowiedzialne zajęcie, w zależności od tego, czyją sekretarką jesteś i jakie masz zadania, nie? A gdzie będziesz pracować?

/maaaatko, zapomniałam, że oni się już sobie przedstawiali. Sprawdzałam pisząc posta, ale nie znalazłam. Uznajmy, że tego nie było, co? XD
 
 
Cookie Russell
[Usunięty]

Wysłany: 21 Sierpień 2016, 21:03   

- No, no! Nie kracz bo jeszcze się spełni. Nie wiesz jak to jest? Złe wróżby nie wypowiedziane nie są w stanie się spełnić. Kurde chyba skazałam nas na śmierć mówiąc to co wcześniej- westchnęła i rozejrzała się uważnie czy aby jakiś fortepian nie chce na nich spać albo jakaś zamarznięta kupa z samolotu. Różne wypadki po ludziach chodzą.
- Dobra, dobra ufam ci- wyszczerzyła się lekko. Cookie śmiała się jak hiena ale tylko w momentach bardzo silnego rozbawienia, to tak jakby chciała oddychać i śmiać się jednocześnie. To było zdecydowanie a wykonalne.
- W firmie zajmującej się produkcją sprzętu medycznego. Aczkolwiek z tym sprzętem to raczej styczności mieć nie będę. Papiery, odbieranie telefonów, nuda. I jeszcze będę mieć nienormowane godziny pracy. Przychodzę równo z szefem i wychodzę równo z szefem, ale jeśli się chce do czegoś dojść to trzeba zacisnąć zęby i przeć do przodu.
Wzruszyła lekko ramionami, rozglądała się w poszukiwaniu budki z hot-dogami i dostrzegła ją na końcu uliczki więc nieco przyspieszyła. Butelki w jej siatce zaczęły przez to podzwaniać.
- Żarcie na horyzoncie to Cookie dostaje speeda. A powiedz mi czy ty się zajmujesz Ethan, tak na co dzień, prócz ratowania dam z opresji?
Wyjaśniła nagłą zmianę tępa marszu i przy okazji zadała pytanie co by im rozmowa nie umarła.
 
 
Ethan Craven
[Usunięty]

Wysłany: 22 Sierpień 2016, 21:12   

Pokręcił głową z uśmiechem w odpowiedzi na stwierdzenie o wróżbach.
- Nie, nie wiedziałem.
Może i brzmiał teraz, jakby urwał się z choinki, ale naprawdę nie wiedział.
- Tak czy inaczej, w takim razie skazałaś nas na śmierć, a skoro tak, to możemy się zabawić przez ostatnie chwile życia, na przykład jedząc hot dogi albo skacząc nago do fontanny - wyszczerzył się radośnie. Zdarzyło m się kiedyś zrobić coś takiego, kiedy był w podstawówce. Wiał później razem z Royem, gdzie pieprz rośnie, śmiejąc się dziko, a później mając nadzieję, że policja do niego nie dotrze.
Tydzień później zginął jego brat.
Teraz jednak o tym nie myślał. Dziewczyna wydawała mu się coraz ciekawsza i bardzo sympatyczna, miło było mu ją poznać i spędzić z nią czas.
- Stwierdzam, że brzmi koszmarnie, milordzie. A przynajmniej płacą ci dobrze?I szef nie zatrudnił cię również jako towarzyszki na jego nienormowane godziny pracy, kiedy będzie dzwonił do żony i mówił, że niestety, spotkanie się przedłużyło? - uniósł jedną brew, po czym również przyspieszył, kiedy Cooke wystrzeliła w stronę budki.
Trochę się jednak zmieszał, kiedy usłyszał pytanie, którego się właściwie spodziewał. Czym on się zajmuje. No, czym?
- Hm... tańczę. Znaczy, jestem początkujący, ale lubię tańczyć, teraz się uczę nowych kroków i... no - kiwnął głową, jakby na potwierdzenie swoich słów i spojrzał szybko w stronę menu.
 
 
Cookie Russell
[Usunięty]

Wysłany: 24 Sierpień 2016, 17:59   

- Znajdź mi jakąś fontannę to bez oporów do niej wskoczę ,tylko nie licz na to, ze zdejmę gacie. Takie widoki tylko dla wybrańców- parsknęła śmiechem. Taka była prawda, zasada trzech randek to święta zasada, której jeszcze nikt nie złamał starając się o względy Ciastka. A raczej ona temu komuś nie dała jej złamać.
Trochę ją zgasiło pytanie Ethana, odebrała je bardzo... Dziwnie tak jakby sugerował jej, że to ona będzie towarzystwem dla szefa. Ja natomiast rozumiem, że miało to znaczyć iż będzie miała być jego przykrywką i osłaniać mu plecy kiedy będzie uprzyjemniał sobie czas z jakąś panienką w biurze.
Nie bardzo więc wiedziała co odpowiedzieć.
- Nie wiem jeszcze ile będzie mi płacić. Dowiem się w poniedziałek przy podpisywaniu umowy, ale zapewne nie mało skoro będę jego osobistą asystentką i sekretarką w jednym- posłała mu lekko zakłopotany uśmiech.
- Zobaczymy jak to będzie wyglądać. Jesteś strasznie ciekawski Ethan- zaśmiała się cicho. No i znów ją zaskoczył, nie spodziewała się takiej odpowiedzi na pytanie. Zaciekawiło ją to więc przystanęła kiedy już znaleźli się przy budce z jedzeniem.
- Poważnie? No to zatańcz ze mną- wyszczerzyła się i wyciągnęła do niego rękę - no daaalej zabawmy się! W końcu mamy zaraz umrzeć!
Facet przygotowujący hot-dogi spojrzał na nią lekko przestraszony, pewnie pomyślał sobie, że oboje mają raka i chcą przeżyć swoje ostatnie dni na świetnej zabawie. Tak, zdecydowanie tak pomyślał po słowach Ciastka.
 
 
Ethan Craven
[Usunięty]

Wysłany: 24 Sierpień 2016, 20:37   

Czyli dobrze go zrozumiała, ponieważ jak najbardziej to miał na myśli: czy nie obawia się, że będzie wypełniać bardzo różne obowiązki służbowe na biurku, pod biurkiem i wszędzie, gdzie tylko szefowi przyjdzie do głowy. Mało był obyty w świecie, a jako dzieciak słyszał różne rzeczy. Zresztą - widział je również w filmach. Nie sugerował bynajmniej, że ona by tego chciała i rozmyślnie zatrudniła się w takim charakterze, tylko - że istnieje taka możliwość i czy ona zdaje sobie z tego sprawę.
- Osobistą asystentką... - powtórzył cicho - Cóż, powodzenia w takim razie, mam nadzieję, że praca ci się spodoba i będzie dokładnie taka, jak sobie wyobrażałaś.
Uśmiechnął się do niej promiennie.
- Masz już jakieś doświadczenie na takim stanowisku? Wiesz, jak to ogarnąć?
Była ładna. To z pewnością przemówiło za przyjęciem jej do tej roboty.
Wzruszył ramionami na stwierdzenie, że jest ciekawski.
- Przepraszam. Nie uważam, żebym był ciekawski, tylko po prostu ciekawy.
Przyjrzał jej się unosząc brwi i uśmiechając się niepewnie, kiedy zaproponowała taniec. Zerknął na sprzedawcę, a później znów przeniósł wzrok na dziewczynę, przyciskając trochę ręce do boków. Wreszcie jednak ujął jej dłoń, przyciągnął ją do siebie szarpnięciem - niezbyt mocnym, ale takim, żeby Cookie oparła się klatką piersiową o jego klatkę. Objął ją wolną ręką w pasie, patrząc jej w oczy teraz z poważną miną i zaczął poruszać biodrami na boki, prowadząc w tańcu. Nie chodził co prawda na żadne kursy tańca towarzyskiego, ale sam się uczył, patrząc na tancerzy w telewizji. W jego głowie już zaczynała grać jakaś muzyka, w rytm której się poruszał, zaraz też zaczął ją nucić tak, żeby i dziewczyna usłyszała, do czego tańczą, a jego ruchy stały się nieco śmielsze. Zrobił kilka kroków, prowadząc ją całkiem nieźle. Może nie sprawnie jak zawodowy tancerz, bo nim nie był, ale nie podeptał Cookie i potrafił poprowadzić ją w taki sposób, żeby ona też wiedziała, jak stawiać nogi, jeśli nie potrafiła tańczyć. Cały czas również patrzył jej w oczy, nie pozwalając odwrócić wzroku i spojrzeć na własne nogi, jeśli tego chciała. Czasem namawiał też w dzieciństwie Roya do takiego tańca, tłumacząc, że chce później zachwycać dziewczyny, które będzie podrywał i-przede wszystkim - chce dobrze wypadać na szkolnych potańcówkach.
Wreszcie obrócił Cookie wokół jej osi i przyciągnął znów do siebie, chwytając mocno w pasie i przechylając ją do tyłu.
- O to chodziło? - zapytał z uśmiechem, poruszając brwiami, zanim jeszcze pozwolił jej się wyprostować. Był być może zadziwiająco silny, jak na tak chudego chłopaka. Potrzymał ją tak przez chwilę, po czym pomógł jej stanąć na nogi i odsunął się na krok - To co, po hot-dogu?
 
 
Cookie Russell
[Usunięty]

Wysłany: 26 Sierpień 2016, 14:14   

Dobrze, że postanowiła to obrócić w taki sposób by wyszło, że nie zrozumiała bo byłoby to dla niej obraźliwe. Nie interesowało ją życie seksualne jej pracodawcy w żaden sposób i nie chciała też być jego częścią. Co z tego, że był seksowny i miał władzę? Ciastko nigdy nie chciałaby być tą drugą.
- Zobaczymy- odparła spokojnie i wzruszyła ramionami. W jej głowie zostało zasiane ziarno niepewności, a co jeśli faktycznie została tylko zatrudniona przez wzgląd na ładną buzię?
- Jedynie praktyki studenckie, nic wielkiego, myślę, że sobie poradzę.- posłała mu lekki uśmiech i już nie komentowała jego ciekawości, niech się chłopak nacieszy, że jest na tyle otwarta by móc w tak swobodny sposób rozmawiać. Wielu ludzi by raczej unikało takiego tematu z dopiero co poznaną osobą. Nie Ciastko, dopóki ktoś nie wchodził na wody rozmów o sprawach łóżkowych lub polityce wszystko było w porządku.
Nie spodziewała się, że Ethan podchwyci jej pomysł z tańcem, była tym mile zaskoczona choć jej dwie lewe nogi nie koniecznie bo ona przecież potrafiła się potykać na płaskiej drodze. Śmiesznie bo Carven ją zahipnotyzował i nawet nie zastanawiała się jak stawia te swoje kulasy. Nie mogła oderwać oczu od jego twarzy, gagatek jeden. Nawet się lekko zarumieniła od intensywności jego spojrzenia. Zrobili w koło siebie małe zamieszanie bo gapie się zbiegli, co prawda tylko kilka osób ale jednak.
Była oszołomiona, a wino w jej siatkach dzwoniło zabawnie.
- Tak, dokładnie o to- wyszczerzyła się chociaż nadal była nieco ogłupiała. Ludzie zaczęli im klaskać a sprzedawca hot-dogów już miał przygotowane dla nich dwa specjały.
- Na koszt firmy dzieciaki!- zawołał uradowany. Klaskał im chyba najgłośniej a w jego oczach tliły się łzy, tak jakby za czymś tęsknił.
- O, patrz może jak jeszcze gdzieś tak powywijamy to dadzą nam coś za free- Cookie zaśmiała się i wzięła od mężczyzny jednego hot-doga.
 
 
Ethan Craven
[Usunięty]

Wysłany: 29 Sierpień 2016, 20:34   

Domyślał się, że Cookie nie chciałaby być kochanką szefa - chyba mało kto by chciał, tak naprawdę. Chyba... Chociaż właściwie nic nie jest wykluczone. Ale dlatego też rozmawiał z nią na ten temat, żeby ją w pewien sposób uprzedzić, ze według niego może tak być - wiedza wyciągnięta z filmów.Podobało mu się, że dziewczyna się zaczerwieniła - osiągnął swój cl. Uśmiechnął się z satysfakcją, chociaż publiczność zauważył dopiero po chwili i to go trochę zmieszało. Uśmiechnął się do ludzi nieśmiało i podszedł do sprzedawcy, nie całkiem wiedząc, jak się zachować.
- Dziękuję, ale to nic wielkiego - wymamrotał, biorąc hot-doga - Po prostu zatańczyłem z dziewczyną, która tego chciała.
Zaśmiał się w odpowiedzi na słowa Cookie i pokręcił głową.
- Tak, może pieniądze. Możemy stworzyć niepowtarzalny duet ulicznych tancerzy, którzy będą wywijać wokół kapelusza. Taka ulepszona wersja tych z gitarami, którzy oblegają dzielnice turystyczne. Chociaż widziałem też takich, którzy tylko siedzieli w dziwnym przebraniu, jako mnisi na przykład. Albo stali godzinami z kosturami w dłoniach. Ja bym tak nie wytrzymał.
Ugryzł swojego hot-doga i natychmiast się zapaćkał sosem. Zaklął niewyraźnie i zaczął obmacywać swoje kieszenie w poszukiwaniu chusteczki.
 
 
Cookie Russell
[Usunięty]

Wysłany: 2 Wrzesień 2016, 23:31   

Jezzuuuu zmuliłam a ty się nic nie upomnisz! XD zakończę nam ładnie <3

Życie to nie film. A może? Może jednak wszyscy żyjemy w jakimś dziwnym uniwersum gdzie naszymi losami kieruje jakaś istota po drugiej stronie monitora a my żyjemy tylko w jej głowie? Przerażająca perspektywa, wolę jednak myśleć, że sami mamy wpływ na własny los.
Żadne uniesienia erotyczne z szefem nie będą miały miejsca, ani jej się śniło, taka opcja w gę nie wchodziła nawet jakby jej pensja miała być pięciokrotnie wyższa. Dość miała sypiącego dwuznacznościami Heath'a, który szlajał się pod domu jedynie w bokserkach albo i bez, choć tego jeszcze okazji nie miała zobaczyć.
Cookie ugryzła bułę zatykając sobie nią buzię do tego stopnia, że wypchały się jej policzki, za szybko chciała zjeść i za jednym gryzem nie było już jego połowy.
-Wawekaj a szi ytre- wybełkotała wyciągając z torebki mokra chusteczkę i wytarła mu tą upapraną buźkę. Chwilę jej to zajęło bo jedzenie, stanie i doprowadzanie Ethana do porządku wymagało podwójnego skupienia. Ona się chyba powinna blondynką urodzić.
Przełknęła w końcu zawartość swoich ust co sprawiło jej lekki ból więc się skrzywiła, łakomy musi cierpieć nie ma co.
- Niezły plan, jak stracę robotę to się do ciebie odezwę ale musisz mi dać swój numer telefonu.
Zakładam, że wymienili się numerami by mieć ze sobą jakiś kontakt skoro tak miło się rozmawiało i odstawiało takie głupie numery jak taniec bez muzyki na środku ulicy.
- Idziemy? Nie mam już za wiele czasu- posłała mu przepraszający uśmiech i kiedy ruszyli znów uczepiła się jego ramienia. Tak jakby znała chłopaka dobre dziesięć lat i byli najlepszymi kumplami do słońcem. Droga im już nie zajęła dużo czasu, w sumie może ze trzy minuty. Prawie pod domem Cookie się rozstali, oczywiście dziewczyna bardzo podziękowała i dopiero wtedy popędziła do drzwi swojego domostwa, czekała przecież na gościa.

zt x 2 <3
 
 
Elwood Kendrick


Wysłany: 19 Marzec 2017, 16:40   

[align=right:7dd44efd5f]#2[/align:7dd44efd5f]
Powroty do domu późnymi wieczorami już dawno temu przestały wywierać na różowowłosym jakiekolwiek, choćby najmniejsze wrażenie.
Z początku nie potrafił przyzwyczaić się do tego, jak często jego szkoła lub praca (mimo, że dorywcza) zmuszały go do poświęcania dużo większej ilości czasu, niż przewidywał, ale im częściej swoje wolne popołudnia spędzał właśnie w jednym z tych miejsc, tym bardziej obojętny stawał się na szeroko pojęty czas. Odkąd problem rodziców mających pretensje o zbyt późne powroty rozwiązał się sam, Elwood mógł z czystym sumieniem przestać tak bardzo przejmować się tym, jak wielką część swojego życia poświęcał szkole i pracy. Także tym razem, gdy po treningu został poproszony przez trenera o pomoc ze zgraniem i obróbką zdjęć, nawet nie zawahał się nim przystał na propozycję mężczyzny, ignorując świadomość, że to będzie równoznaczne z wyjątkowo późnym powrotem do domu. Mimo tego, nie miał serca ani odwagi, żeby odmówić nauczycielowi - zawsze darzył go większą sympatią niż resztę grona pedagogicznego, przede wszystkim ze względu na to, że ten jako jedyny akceptował Kendricka takim, jakim był, nie próbując na siłę zmieniać go tak, aby wpasowywał się w kanon typowego licealisty. Wood był mu za to cholernie wdzięczny, więc nawet wizja siedzenia w szkole te kilka godzin dłużej nie była wystarczająco przytłaczająca, by zniechęcić go do udzielenia pomocy trenerowi.
I właśnie dlatego teraz, gdy już udało mu się rozjaśnić mężczyźnie sprawę zdjęć, a tak naprawdę - załatwić wszystko za niego, słońce zdążyło już zajść, a Elwood był zmuszony jak zwykle wracać po ciemku do domu. Na całe szczęście Chicago było wystarczająco dużym miastem, żeby spacery wieczorem nie stanowiły zbyt wielkiego zagrożenia, ale, ku zdziwieniu różowowłosego chłopaka, ruch dzisiejszego wieczoru był wyjątkowo niewielki - raz na jakiś czas mijały go pojedyncze auta, a na swojej drodze spotykał raczej niewielu przechodniów, co było mu jedynie jeszcze bardziej na rękę, pozwalając mu całkowicie zapomnieć o Bożym świecie i skupić na marszu, dbając o to, by ostrożne kroki stawiać wyłącznie na betonowych płytach, a nigdy na przestrzeniach pomiędzy nimi. Naciągnąwszy kaptur mocniej na głowę, równie ostrożnie zeskoczył z krawężnika, zaczynając iść wzdłuż niego ze względu na rząd samochodów zaparkowanych na chodniku, obok których nie miał najmniejszej ochoty się przeciskać. Skoro ruch i tak był niewielki, to nie istniał żaden powód, dla którego Elwood miałby odmówić sobie takiego znaczącego ułatwienia. Mimowolnie kiwając delikatnie głową w rytm ulubionej muzyki płynącej przez słuchawki, ze spojrzeniem wbitym w czubki własnych butów niespiesznie stawiał kolejne kroki, świadomie ignorując późną godzinę.
_________________

[align=justify:15d4cb0e07]
Punched a hole through a wall That I couldn't break. My knuckles bled out the sadness From a pain I couldn't take. When my stomach's warm, I can read the things you make. But my eyes start to water,
i am a mistake
[/align:15d4cb0e07]
 
 
February Larson


Jestem w Chicago od
urodzenia



32
dziennikarka

Colter wywrócił jej życie do góry nogami

Mieszkam w
Gold Coast

February

Larson

Wysłany: 19 Marzec 2017, 23:50   
   Multi -  Willow Nielsen


Wręcz przeciwnie. Był jeden taki powód, dla którego Elwood powinien wrócić na chodnik, powinien przeciskać się przez samochody, wcale nie idąc na łatwiznę. Bezpieczeństwo. Czy to nie był dostateczny powód, dla którego powinien zachowywać się nieco bardziej.. odpowiedzialnie? Z tego samego powodu również February powinna zachować się bardziej.. rozsądnie. A już na pewno nie powinna robić tego, co zrobiła tego wieczoru.
Rzuciła się w wir pracy. Znowu. Znowu nie wiedziała, kiedy powinna opuścić redakcję, kiedy w ogóle powinna odpuścić, zamknąć drzwi do gabinetu, wyłączyć komórkę i wrócić do domu. W domu zaś powinna zaszyć się w łóżku i wyspać się za wsze czasy, a później może odwiedzić rodziców, siostrę… Może. Ale na pewno tego nie zrobi. Nie dzisiaj. Nie jutro. Ani pojutrze. Jednak koniec końców, opuściła redakcję, a następnie usiadła za kierownicą. Jednak nie od razu włączyła się do ruchu. Była zmęczona. Właściwie, wykończona. Fizycznie i psychicznie. Męczyła się. Dzień po dniu. I jedynym sposobem na chwilowe złagodzenie tego.. tego wszystkiego, był alkohol. Ale nie tym razem. Tym razem chciała pojechać prosto do domu, bez zbędnych przystanków w sklepach monopolowych lub stacjach benzynowych.
Nie widziała go. Było ciemno, lecz wcale nie było to odpowiednie wytłumaczenie. A już na pewno nie dla doświadczonego kierowcy. Nie dla February, która choć wcale nie jechała z zabójczą prędkością, chwilami traciła kontrolę nad pojazdem. Zmęczenie i zawroty głowy znacznie utrudniały kobiecie jazdę. Zdarzało się, że zjeżdżała że swego pasa, by błyskawicznie na niego wrócić. Teraz jednak miała trochę mniej szczęścia. Jechała prosto, przed siebie, a nawet zwolniła w pewnym momencie, jakby lada chwila miała się zatrzymać. Tyle że wtedy stało się coś czego nie mogła przewidzieć. Przed nią, zupełnie niespodziewanie pojawił się na ulicy ktoś, kogo w ogóle nie powinno tu być. Pieszy. Zareagowała błyskawicznie, wykręcając kierownicę w drugą stronę i tym samym próbując wyminąć Bogu winnego człowieka. Czy jej się udało? Może. A może wręcz przeciwnie? Tak czy inaczej, próba ominięcia pieszego zakończyła się tym, że uderzyła w słup albo w inny samochód, mniejsza.
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Elwood Kendrick


Wysłany: 22 Marzec 2017, 21:58   

wybacz ten drobny poślizg, totalnie nie ogarniam swojego życia w tym tygodniu

Nie dało się ukryć, że różowowłosy nie należał do osób specjalnie ostrożnych, a przynajmniej nie na codzień - w kontaktach towarzystkich czy nawiązywaniem nowych relacji (co w jego wypadku samo w sobie brzmiało wręcz absurdalnie) może i tak, ale z pewnością nie w kategorii dbania o własne bezpieczeństwo, bo chociaż brzmiało to raczej głupio, akurat ono nie było dla niego największym możliwym priorytetem. Może gdyby myślał w nieco innych kategoriach i brał pod uwagę to, że czasem stwarzając zagrożenie dla samego siebie stwarza je również dla innych, byłby nieco mniej lekkomyślny, ale jego zobojętnienie względem wszystkiego, co go dotykało w ciągu ostatnich miesięcy tylko przybrało na sile, sprawiając że teraz podejmował decyzje, które nie były najmądrzejsze. Także na ogół był osobą przesadnie rozważną i skłonną do dokonywania rozsądnych, dojrzałych wyborów, i choć do tej pory nie odbiło się to w żaden sposób na jego zdrowiu - a przynajmniej fizycznym - to tym razem najwyraźniej miało się to skończyć odrobinę inaczej.
Jak można się spodziewać, nie miał prawa przewidzieć tego, że czeka go konfrontacja z maską czyjegoś auta, przede wszystkim dlatego, że pomimo że mimowolnie zauważył światło rzucane przez samochód, kompletnie nie zarejestrował tego, jak blisko znalazł się pojazd - głównie przez muzykę, która choć cicha, to przynajmniej częściowo zagłuszała odgłosy ulicy. Poza nią, uwagę Elwooda od tego co działo się dookoła skutecznie odwracały własne myśli, ich natłok wystarczająco duży, by niemalże kompletnie odciąć od otoczenia. I właśnie dlatego wrócił do niego dopiero, kiedy już zdążył podnieść się do pozycji siedzącej, zajmując miejsce na asfalcie, kompletnie zdezorientowany, trzymając się kurczowo za nadgarstek i spanikowanym spojrzeniem wbitym w samochód, usiłując zrozumieć co się właśnie stało. Wzrastający poziom adrenaliny i fakt, że nie zarejestrował samego momentu uderzenia - na całe szczęście, dzięki szybkiej reakcji February w połączeniu z niewielką prędkością kompletnie niegroźnego - sprawił, że tymczasowo nie znalazł wolnej chwili aby zwrócić uwagę na promieniujący ból w lewej ręce ani na odrobinę krwi w okolicach nosa, pojawiającej się tam nie tyle w wyniku samego wypadku, który nawet nie był aż tak inwazyjny, jak można byłoby się tego spodziewać po potrąceniu, ale ogromnego przemęczenia i przede wszystkim stresu, który momentalnie ogarnął Kendricka gdy tylko zdał sobie sprawę z tego, że to wszystko była jego wina. Biorąc pod uwagę to, jak wielkim histerykiem był, taka reakcja była wyjątkowo łagodną, chociaż mimo wszystko nadal o zbyt dużej intensywności, żeby pozwolić mu ruszyć się ze swojego miejsca. Dlatego też w dalszym ciągu nie kontaktując do końca, rozbieganym spojrzeniem błądząc wszędzie dookoła, za wszelką cenę próbował połączyć fakty i odtworzyć całą tą sytuację by wydedukować, jak w ogóle do tego wszystkiego doszło.
_________________

[align=justify:15d4cb0e07]
Punched a hole through a wall That I couldn't break. My knuckles bled out the sadness From a pain I couldn't take. When my stomach's warm, I can read the things you make. But my eyes start to water,
i am a mistake
[/align:15d4cb0e07]
 
 
February Larson


Jestem w Chicago od
urodzenia



32
dziennikarka

Colter wywrócił jej życie do góry nogami

Mieszkam w
Gold Coast

February

Larson

Wysłany: 25 Marzec 2017, 16:16   
   Multi -  Willow Nielsen


Niestety, nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że była to tylko wina Elwooda. Była to również wina February, która zdecydowanie nie powinna wsiadać za kierownicę, gdy nie była pewna, czy podoła zadaniu. Nie powinna i już. Jest to kwestia bezdyskusyjna. Jednak to Febuary, kobieta, która popełniała błąd za błędem, nierzadko kompletnie nieświadomie, by później obiecywać sobie w kółko, że więcej tego nie zrobi. Tak, oczywiście. Można też śmiało powiedzieć, że wielokrotnie obiecywała przede wszystkim sobie samej, że "już więcej nie sięgnie po wódkę w chwili załamania psychicznego". Pięć minut później spokojnie sączyła pierwszego drinka. Tyle były warte jej obietnice. Jednak nie można powiedzieć, że February była największą egoistką, jak widziała ludzkość. Miała jeszcze na tyle rozumu w głowie, by nie pędzić przez miasto z zawrotną szybkością, przez co mogła zniwelować wszelkie możliwe konsekwencje i nieprzyjemne skutki do absolutnego minimum, bo nie ma tu mowy o całkowitym wyeliminowaniu wszystkiego, bez wyjątku.
Całe szczęście, zdążyła go tylko drasnąć, ostatecznie najwięcej szkód wyrządzając swojemu autu, niż Bogu winnemu chłopakowi. I jeszcze ten nieszczęsny słup, który stanął jej na drodze. Uderzenie, bądź co bądź, wcale nie było tak łagodne i sprawiło, że poduszka powietrzna wystrzeliła w kierunku blondynki. Nikogo więc nie powinien zdziwić fakt, że na jedną krótką chwilę straciła przytomność. Nie minęło jednak wiele czasu, gdy ocknęła się i wyraźnie zdezorientowana rozpoczęła rozpaczliwe próby wydostania się z auta, aż w końcu udało się. Z trudem otworzyła drzwi po swojej lewej stronie i niemal wypadła z auta, ostatecznie słaniając się na nogach. Z rozciętego łuku brwiowego sączyła się krew, która z kolei utrudniała jej widzenie. Mimo to, nie miała żadnych problemów z tym, by dostrzec swą ofiarę. Oczywiście, że zaczęła iść w jego kierunku, może i trochę niezgrabnie, ale.. ale jednak. Nie uciekła, a to już coś, prawda?
- Czy Ty... Czy wszystko w porządku? - tylko te słowa wydobyły się z jej ust, nim w oddali usłyszała dźwięk syren karetki lub radiowozu policyjnego. To zapewne jeden z przypadkowych i nielicznych świadków powiadomił odpowiednie służby.
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Elwood Kendrick


Wysłany: 27 Marzec 2017, 21:27   

Może technicznie rzeczywiście wina leżała gdzieś pośrodku, ale faktem było to, że różowowłosy permanentnie obwiniał się o wszystko, i nie inaczej było tym razem, więc nawet jeśli naprawdę nie tylko on przyczynił się do stworzenia sytuacji niebezpiecznej, to nawet nie próbował brać pod uwagę, że February również mogła mieć w tym jakiś udział. Być może była to kwestia odruchu obronnego jego umysłu, który dzięki specyficznym podejściu jego rodziców z czasem przyzwyczaił się do tego, że wina zawsze i bezwarunkowo leżała po jego stronie, sam nie był tego do końca pewien. Tak czy owak nawet jeżeli nie tylko on poprzez zrezygnowanie z chodnika zawinił, w chwili gdy siedział na chłodnym asfalcie próbując połączyć wszystkie fakty, zupełnie to do niego nie docierało. I najwyraźniej nie miało jeszcze przez kilka dłuższych chwil, bo jedyne na co zwracał w tamtej chwili uwagę, to na potrzebę przeproszenia nieznajomej kobiety za to wszystko. Nie raz, nie dwa, bo powodów było dużo więcej.
Na całe szczęście kompletnie nie zarejestrował faktu, że straciła przypomność, w innym wypadku zacząłby panikować jeszcze bardziej - już teraz rozbieganym, nerwowym spojrzeniem wodził w tę i z powrotem, co w połączeniu z niekontrolowanie płytkim oddechem i kołataniem serca mogło zwiastować tylko jedno. Elwood doskonale znał to uczucie i mimo, że do tej pory, pomimo takiej ilości doświadczonych przez siebie ataków paniki, nie do końca wiedział jak sobie z nim poradzić. Więc w ostateczności jedyną rzeczą, jaką zrobił w ramach hamowania tej specyficznej reakcji jego organizmu na tak stresującą sytuację, było wbicie spojrzenia w jeden punkt i próba policzenia do dziesięciu. To zawsze pomagało, a przynajmniej w teorii. Przyciskając nogi do klatki piersiowej, brał kolejne głębokie oddechy, a teraz, gdy emocje bardzo powoli, ale mimo wszystko wyczuwalnie opadały, zaczynał zwracać uwagę na ból, do tej pory nie dający się mu we znaki.
- J-ja, um, t-tak - wydukał z trudem zdecydowanie za szybko, gdy tylko dotarło do niego pytanie kobiety, na którą spojrzał niepewnie, ale błyskawicznie odwrócił spojrzenie - zupełnie tak, jakby obawiał się jej reakcji. Wycierając rękawem niewielką ilość krwi z twarzy, nadal oddychając ciężko wbił wzrok w ziemię. - Prze... Prze-praszam - dodał niepewnie, nadal nie kontrolując płytkiego oddechu. Opierając się dłońmi o asfalt spróbował wstać, ale zdając sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie samodzielnie podołać temu zadaniu, usiłując ignorować zawroty głowy usiadł z powrotem na ziemi, krzywiąc się przy tym delikatnie.
_________________

[align=justify:15d4cb0e07]
Punched a hole through a wall That I couldn't break. My knuckles bled out the sadness From a pain I couldn't take. When my stomach's warm, I can read the things you make. But my eyes start to water,
i am a mistake
[/align:15d4cb0e07]
 
 
February Larson


Jestem w Chicago od
urodzenia



32
dziennikarka

Colter wywrócił jej życie do góry nogami

Mieszkam w
Gold Coast

February

Larson

Wysłany: 1 Kwiecień 2017, 23:12   
   Multi -  Willow Nielsen


To nie była tylko jego wina. Winna była również February, która w pewnym momencie straciła czujność na drodze, również niespecjalnie. Nie czuła się najlepiej, a zmęczenie jedynie potęgowało jej roztargnienie. Mogła być mądrzejsza i nie wsiąść za kierownicę. Mogła. Gdyby znała konsekwencje, raczej na pewno wybrałaby taksówkę lub inny środek transportu. Tyle że nie wiedziała, że ta przejażdżka będzie miała taki, a nie inny finał. Nie wiedziała, że wcale nieprędko wróci do domu.
Choć sama ledwo trzymała się na nogach, to nie odpuszczała. Te słowa wypowiedziane przez chłopaka niemal natychmiast zbyła machnięciem ręki, czego błyskawicznie pożałowała. Tępy ból przeszył jej ciało, sprawiając, że grymas na jej buzi jedynie powiększył się. Wbrew pozorom, była to dla niej względnie nowa sytuacja. Względnie, bo nigdy wcześniej nie uczestniczyła w żadnym wypadku bezpośrednio, jako uczestnik. Zwykle była tylko obserwatorem, który później przekazywał wieści dalej, głównie w sposób pisemny. Natomiast w tej chwili nie do końca była świadoma tego, w jakiej znalazła się sytuacji. Mimo to, nawet nie zawahała się, gdy chłopak niebezpiecznie zachwiał się, próbując podnieść się z ziemi i czym prędzej znalazła się jeszcze bliżej niego. Próbowała jakoś powstrzymać go przed upadkiem, czy też po prostu wesprzeć.
- Nie ruszaj się. - wyszeptała, ostrożnie pomagając chłopkowi usiąść z powrotem na ziemi – I nie przepraszaj – dodała, nadal nie unosząc głosu, jednocześnie rękawem kurtki, czy czegoś tam co miała na sobie, starła świeżą krew z jego twarzy. Co gorsza, wcale nie była świadoma tego, że właśnie sama zaniosła się płaczem. Była dorosła, owszem. Jednak nie miało to znaczenia, gdy roztrzęsiona ostrożnie ścierała krew z twarzy chłopaka – To moja.. To moja wina. - zaszlochała – Nie chciałam – traciła nad sobą panowanie, co naprawdę nie było do niej podobne. Zwykle opanowana i zdystansowana February, teraz nie mogła się pozbierać i było to coś, czemu nie powinno się dziwić. I zdawała się być kompletnie nieświadoma faktu, ze już nie byli sami. Również w momencie, w którym ktoś próbował odciągnąć ją od chłopaka, troszkę rozhisteryzowana, zaczęła stawiać opór. Nie chciała go zostawić.
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Elwood Kendrick


Wysłany: 2 Kwiecień 2017, 20:00   

Pomimo swojego ogólnego zaaferowania i generalnego zdezorientowania tym wszystkim, co zaszło na przestrzeni zaledwie kilku ostatnich minut, różowowłosy nie mógł nie zauważyć, że zdecydowanie nie był jedynym poszkodowanym. Pomijając oczywiście aspekt psychiki, bo myślę że można posunąć się do stwierdzenia, że oboje byli równie nieświadomi i przejęci tym wszystkim, co się stało. Tak czy owak, krew widoczna na twarzy February zdecydowanie nie była uspokajającym widokiem dla różowowłosego, który dopiero teraz zdobył się na podniesienie spojrzenia na wystarczająco długo, by móc przyjrzeć się nieznajomej. Poczucie winy gwałtownie uderzyło w niego wraz z chwilą, gdy jego wzrok powędrował na rozcięty łuk brwiowy kobiety. O ile własna krzywda nie wywierała na nim przesadnie dużego wrażenia, to widok obcej osoby która musiała ucierpieć ze względu na - jak sądził - jego własną głupotę, sprawiał że czuł się wyjątkowo źle. Miał poczucie obowiązku przeproszenia jej za to wszystko jeszcze raz, i kolejny, ale wiedział jakie emocje wzbudza tego typu zachowanie pośród innych, nieprzyzwyczajonych do jego dziwactw ludzi i nie zamierzał teraz ryzykować poirytowaniem blondynki. Mimo, że doskonale widział w jakim stanie była, wolał pozostać ostrożny na zapas - w końcu ludzie w nerwach zachowywali się różnie, w tym czasem dawali się ponieść negatywnym emocjom.
Z jednej strony był ogromnie wdzięczny nieznajomej kobiecie za chęć pomocy, jaką wyrażała, a z drugiej strony czuł się wyjątkowo niekomfortowo kiedy był zmuszony z niej skorzystać. Pomimo tego nieprzyjemnego uczucia związanego z, jak mu się wydawało, wymuszaniem na kimś udzielenia mu pomocy, posłał jej nieco przestraszone, ale dalej tak samo wdzięczne spojrzenie, absurdalnie w duchu zaczynając cieszyć się z tego, że potrąciła go taka a nie inna osoba. Nie podołałby teraz awanturze o to, w jakich okolicznościach znalazł się na ulicy ani dodatkowego obarczania go winą, bo sam w tej kategorii robił już wystarczająco dużo. Mimo wszystko usłyszenie tego z ust kogoś innego było czymś nieco innym, bardziej dotkliwym.
- N-nie, t-to... nie P-pani w-wina - odpowiedział, starając się brzmieć jak najspokojniej aby chociaż trochę pomóc kobiecie w chociaż częściowym uspokojeniu się. Wiedział, że jąkanie zdecydowanie odejmuje mu wiarygodności, ale nie potrafił powstrzymać tego odruchu, który na przestrzeni ostatnich tygodni zdecydowanie przybrał na sile, a w sytuacjach równie nerwowych jak ta dając się we znaki jeszcze wyraźniej. Bardzo chciał w jakiś sposób pomóc February, ale nie miał pojęcia co zrobić, by ją pocieszyć. Najłatwiej byłoby wstać i udowodnić, że to wszystko to naprawdę nic takiego, ale tego nie był w stanie dokonać.
Podobnie jak i ona, sam Elwood do pewnego momentu nie był świadomy obecności osób trzecich, więc dopiero w momencie, w którym nagle pojawił się ktoś, kto bohatersko postanowił odciągnąć blondynkę zdał sobie sprawę z tego, że dookoła zdążyło zebrać się już kilka osób. Z resztą sam niewiele później poczuł cudzy dotyk na swoim ramieniu, na który zareagował gwałtownym odsunięciem się od kompletnie nieznajomej osoby, przypłacając to kolejnymi zawrotami głowy, ale ignorując je na rzecz spojrzenia w stronę powoli wpadającej w histerię kobiety. - N-nic mi n-nie j-jest - oznajmił niby w kierunku mężczyzny, który podszedł do niego najwyraźniej z zamiarem pomocy, ale mając jednocześnie nadzieję, że w jego słowa będą dla February przynajmniej w jakimś stopniu kojące.
_________________

[align=justify:15d4cb0e07]
Punched a hole through a wall That I couldn't break. My knuckles bled out the sadness From a pain I couldn't take. When my stomach's warm, I can read the things you make. But my eyes start to water,
i am a mistake
[/align:15d4cb0e07]
 
 
February Larson


Jestem w Chicago od
urodzenia



32
dziennikarka

Colter wywrócił jej życie do góry nogami

Mieszkam w
Gold Coast

February

Larson

Wysłany: 3 Kwiecień 2017, 21:43   
   Multi -  Willow Nielsen


Rzecz w tym, że February miała skłonności albo do histeryzowania, albo chłodnego i zdystansowanego podejścia do wielu spraw. W tym wypadku zdecydowanie poddawała się histerii. Z chwili na chwilę coraz bardziej i bardziej traciła kontakt z rzeczywistością, tym samym za wszelką cenę starając się pomóc chłopakowi w miarę swoich możliwości. I gdyby mogła, zapewne dalej obstawiałaby na swoim. To ona straciła panowanie nad samochodem, to ona w ogóle wsiadła za kierownicę i to ona wjechała w Elwooda, nikt inny. To była jej wina, nikogo innego. I dopiero gdy napotkała jego spojrzenie, poczuła się gorzej, niż paskudnie. Tak bardzo chciała cofnąć czas! Jednak nie mogła tego zrobić. Jedyne na co mogła sobie pozwolić to beznadziejne próby pomocy chłopakowi, choć i na tym polu najprawdopodobniej poniosła klęskę. February była bardzo specyficzną kobietą, która zwykle utrzymywała dystans wobec każdego. W jej przypadku nawet imprezy nie kończyły się „numerkiem” z przypadkowym mężczyzną. Nie była skłonna do nawiązywania bliższych znajomości, co dla wielu nie było zrozumiałe. Nie wiem też, czy w normalnych okolicznościach February pozwoliłaby sobie na łzy przy kimś, kogo praktycznie nie znała. Łzy były oznaką słabości, a na to pozwalała sobie tylko wtedy, nie było w jej pobliżu żadnych świadków. Teraz było inaczej. Teraz nie panowała nad sobą, a krew spływająca z rany nie miała dla niej żadnego znaczenia. W tej chwili liczył się dla niej tylko ten chłopak. I nie mogła, ani też nie potrafiłaby urządzić mu jakiejś bezsensownej awantury odnośnie tego, co miało miejsce definitywnie z jej winy. Nie przyjmowała też do wiadomości jego słów. Obwiniała samą siebie, tylko i wyłącznie. Nie potrafiła na ten moment stwierdzić, co naprawdę się wydarzyło i, co gorsza, dlaczego te ostatnie chwile przed zderzeniem są dla niej aż tak bardzo zamglone, żeby nie powiedzieć, że niedostępne. Nie byłaby też sobą, gdyby nie stawiałaby oporu w obecności paramedyków i policjantów. Nikogo też nie powinno dziwić to, że również słowa wypowiedziane przez Elwooda nie od razu pomogły jej się uspokoić, choć wydaje mi się, że w tym przypadku to ta igła wbita w ramię kobiety przez innego medyka odniosła pożądany skutek, aniżeli zapewnienie Kendrick’a odnośnie swego stanu. Do niej trzeba było mieć anielską cierpliwość – bez tego szanse na porozumienie były co najmniej nikłe. Tak czy inaczej, środek uspokajający podany przez ratownika zadziałał natychmiast, przez Larson uspokoiła się niemal od razu, tym samym pozwalając innym na to, by odpowiednio się nią zajęli. To również było nowe, bowiem Larson zawsze wszystko chciała robić sama i zwyczajnie nie przyjmowała pomocy ze strony innych. To również było, według niej, oznaką słabości. I nawet nie zorientowała się, gdy znalazła się w karetce, po prostu. Wszystkiemu winne były silne leki uspokajające.
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Elwood Kendrick


Wysłany: 4 Kwiecień 2017, 21:15   

Im dłużej Elwood przypatrywał się, delikatnie mówiąc, rozemocjonowanej kobiecie, tym większe stawało się dręczące go poczucie winy, ale jej zachowanie uświadomiło go nie tylko o tym, jak okropnie czuł się w związku z tym, co zaszło (nawet jeśli ona utrzymywała, że to jej wina); przez to, że w przeciągu zaledwie kilku minut nagle w pobliżu pojawiło się całe mnóstwo ludzi, począwszy od przypadkowych przechodniów, przez świadków, a na medykach kończąc, do różowowłosego dotarło, że cała ta sytuacja nie była tym, za co ją do tej pory uważał. Mimo, że od początku kosztowała go ona wiele nerwów i wprowadziła właściwie w stan bardzo niedaleki paniki, to do tego momentu dość bagatelizował to wszystko. Nie podejrzewałby, że znajdzie się ktoś, kto zadzwoni po odpowiednie służby - może dlatego, że nie miał pojęcia, jak wyglądało to z punktu widzenia osoby trzeciej, a sam nie pamiętał ani uderzenia, ani pierwszych kilkudziesięciu sekund po. Nadal tak samo rozbieganym spojrzeniem odprowadził blondynkę w stronę karetki, na kilka chwil tracąc nią zainteresowanie gdy uświadomił sobie, że ktoś coś do niego mówi. Mimowolnie przyciskając nogi do klatki piersiowej i kuląc się jeszcze bardziej, niepewnie zerknął w stronę garstki ludzi, która zebrała się dookoła, tym razem kierując swoje zainteresowanie w jego stronę. I tak jak jeszcze przed chwilą panika zaczynała ustępować, tak świadomość, że momentalnie znalazł się w centrum uwagi sprawiła, że zamiast zacząć odpowiadać na pytania zadawane przez jednego z medyków, nerwowo wbił spojrzenie w ziemię, dopiero z chwilą, w której zapytano go o prawnych opiekunów podnosząc wzrok, żeby ledwo słyszalnie wydukać odpowiedź, że jest pełnoletni. Łapczywie łapiąc powietrze słuchał, jak ktoś - najpewniej mężczyzna, który jeszcze chwilę temu przestraszył go położeniem ręki na ramieniu - mówi ratownikom coś na temat wypadku, którego rzekomo był świadkiem. Elwood i tak niewiele z tego rozumiał, pozostając w trybie całkowitego odcięcia od rzeczywistości nawet w momencie, w którym ktoś wbrew jego woli pomógł mu się podnieść z ziemi, sprawiając że momentalnie pożałował, że nie został na asfalcie jeszcze chwili dłużej. Nie będąc w stanie skupić się na niczym innym poza tym, jak bardzo kręciło mu się w tamtej chwili w głowie, sam, podobnie jak February, również nie zauważył chwili, w której znalazł się w karetce. Nie zarejestrował także kolejnych pytań pod swoim adresem, dopiero na któreś z rzędu będąc w stanie odpowiedzieć - ból całkowicie odbierał mu zdolność racjonalnego myślenia, więc wyjątkowo długo zajęło mu zastanowienie się nad tym, co go boli. Chociaż treść pytania była odrobinę inna, to nie zmieniało to faktu, że podejrzanie wielu czasu zajęło różowowłosemu wymienienie tych kilku rzeczy. Jego myśli, oscylujące głównie dookoła kobiety która kilka minut temu zniknęła z jego pola widzenia, pochłaniały go do tego stopnia że wydawał się kompletnie nieobecny, na wszystko, co działo się dookoła niego reagując z tak wielkim opóźnieniem, że nawet padło pytanie, czy jest pod wpływem jakichkolwiek środków odurzających. I wiele, wiele innych, i tylko jedno skutecznie przykuło jego uwagę - czy był ktoś, z kim chciałby się skontaktować. Był. Nie minęła chwila, nim w drżących dłoniach znalazł się potłuczony, ale szczęśliwie dalej działający telefon - Elwood sam nie wiedział, kto mu go oddał, bo był w stu procentach pewien, że ten po wypadku leżał kilka metrów dalej - a Kendrick chociaż na moment odzyskał trzeźwość umysłu, będąc w stanie napisać do prawdopodobnie jedynej osoby, której nie był aż tak obojętny.
_________________

[align=justify:15d4cb0e07]
Punched a hole through a wall That I couldn't break. My knuckles bled out the sadness From a pain I couldn't take. When my stomach's warm, I can read the things you make. But my eyes start to water,
i am a mistake
[/align:15d4cb0e07]
 
 
Jackson Kennedy


Jestem w Chicago od
https://78.media.tum

Wysłany: 11 Listopad 2018, 13:44   
   Mów mi -  Aś/Reiven/Imcia
   Multi -  Evan, Sophie


~3~


Jackson tylko westchnął. Problemy uczuciowe Jacksona zbyt często stawały się numerem jeden rozmów chłopaków. Cieszyło ich, że dzięki temu pisze dobre kawałki, ale chcieli go widzieć szczęśliwego. To byli na prawdę dobrzy kumple, ale Jack'a czasem to zwyczajnie męczyło. Poza tym nie chciał, by Val się dowiedziała o jego nieszczęśliwej miłości do Cory. Im mniej osób wiedziało tym lepiej, a już wiedziało ich kilka. Za duże ryzyko, że Cora się dowie. I nie miało znaczenia to, że może gdyby dowiedziała się od kogoś innego, to mogłoby to trochę chociaż pomóc. Bo przecież wtedy ona sama wyszłaby z tą rozmową do Jacksona, wiedząc już co powiedzieć. Byłaby może delikatniejsza w odrzuceniu niż gdyby dowiedziała się tego nagle i to od niego. Ech...
- Skoro jesteś taka pewna, to może jakiś zakład? - zaproponował, gdy pomagał jej wstać. Pomachał kumplom, którzy pewnie myśleli sobie to co sobie myśleli, ale tym się nie przejmował. Jeszcze dla efektu objął ramieniem Val.
Wyszli z lokalu, ale nie krążyli jakoś długo, bo weszli do najbliższego na ich drodze. Zamówili kolejkę, potem następną. Siedzieli przy barze, śmiejąc się i pijąc. Jack zrelaksował się na dobre. Dobrze się bawił, nie myślał o problemach, nie myślał nawet o Cornelii. Cud jakiś.
- Do dna! - nie liczył który to był szot. Dobrze, że miał nie musiał jakoś bardzo się bać o pieniądze, bo jeśli by mu się skończyły własne oszczędności, mógł pójść do rodziców. Nie lubił tego robić, wolał do wszystkiego dojść sam, ale te pijackie zawody mogły odbić się na jego portfelu.
- Proponuję zmienić lokal na taki gdzie można potańczyć. - poruszył zabawnie brwiami.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Valentine Cohen


Jestem w Chicago od
Dziesięciu lat



26
Tatuażystka

Kocham siebie co nie?

Mieszkam w
Gold Coast

Valentine

Cohen

Wysłany: 11 Listopad 2018, 20:04   
   Mów mi -  Dominika
   Multi -  Sawyer Archibald, Arya Watson, Gadiel April


Czasami pewnie nie zdawali sobie z tego sprawy, że chłopaka boli to, że mówią na temat o którym on chciałby zapomnieć, prawda? Typowe zachowanie znajomych, czasem zamiast po prostu przemilczeć pewne sprawy, oni chcą w to brnąć jak najgłębiej by tylko pogorszyć Twój stan. Może nie celowo, ale jednak trochę można było pomyśleć, tym razem nie tylko o sobie. Val jako że była osobą godną zaufania nie pisnęła by słowa nikomu o jego nieszczęśliwej miłości. Ponadto nie była to jej sprawa żeby wciubiać nos w nie swoje sprawy. Jeżeli chłopa będzie chciał o tym porozmawiać i się otworzyć w każdej chwili będzie mógł do niej przyjść, a ona posłuży pomocną dłonią.
- Brzmi kusząco. Co proponujesz?
Uniosła brew, a gdy tylko kierowali się do wyjścia, objęła chłopaka ramieniem w pasie. W barze wypili dużo, jak na ostatnio nie pijącą głowę Valentine aż za dużo. Po kilku szotach była już wstawiona, że język zaczął jej się plątać, aczkolwiek nie chciała przegrać zakładu, więc piła z chłopakiem kolejkę za kolejką. Co do pieniędzy to chyba obydwoje nie mieli co narzekać.
- Jesteś pewien, że damy radę tańczyć w takim stanie?
Zaczęła się śmiać jak głupia, alkohol działał aż za bardzo i po prostu nie mogła przestać się chichrać.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Jackson Kennedy


Jestem w Chicago od
https://78.media.tum

Wysłany: 20 Listopad 2018, 18:22   
   Mów mi -  Aś/Reiven/Imcia
   Multi -  Evan, Sophie


Zastanowił się chwilę co by mogło być ciekawą nagrodą takiego zakładu, nawet gdyby przegrał. Lubił mieć zabezpieczone różne opcje, również taką, w której coś nie idzie do końca dobrze. Bo przecież z przegranej mógł zrobić wygraną... jeśli wymyśli coś fajnego. A, że był facetem i właśnie rozmawiał ze śliczną dziewczyną, to jedyne co mu do głowy przyszło to:
- Striptiz. - oświadczył, chyba nawet ciut za głośno i ciut zbyt pewnie - Przegrany robi striptiz dla zwycięzcy... Ale taki porządny, z muzyką, światłami... jak się znajdzie rura, to nawet z rurą. Do bielizny, chyba, że będziesz chciała ściągnąć więcej. - dodał, wzruszając ramionami. Był to pewnie bardzo dziecinny pomysł, ale wiadomo było powszechnie, że faceci to duże dzieci.
Zaczęła się więc pogoń za zwycięstwem. Nie oszukiwali, jedno pilnowało drugiego i tempo mieli niezłe, choć nie zabójcze. Nie było zabawnym porzygać się po kilku kolejkach, więc pili z głową... prawie.
- A dlaczego nie? - zapytał zaskoczony jej pytaniem. Przecież nogi same rwały się do tańca. A to, że się trochę przy tym plątały to zupełnie inna sprawa. - Będziemy królami parkietu. - zawołał radośnie i uniósł ręce w górę. Był pijany... nie ma co tu kryć. Było mu wesoło i przychodziły mu do głowy dziwne pomysły - Poza tym nie rozstrzygnęliśmy zakładu. Chyba, że... kupimy flaszkę, weźmiemy taksówkę i pojedziemy kończyć ostatnią rundę do mnie? To blisko... chyba. - zaproponował, nie będąc do końca pewny gdzie obecnie się znajdują.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,19 sekundy. Zapytań do SQL: 14